Tour de Babia: Ultimate test
Sobota, 15 czerwca 2013 Kategoria d) Papa gore [500-699km]
Km: | 530.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 21:47 | km/h: | 24.33 |
Pr. maks.: | 69.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | HRavg | ||
: | kcal | Podjazdy: | 2760m | Sprzęt: Haibike Speed RC | Aktywność: Jazda na rowerze |
Najbardziej oczekiwana wycieczka grupowa z Bikestats jest już historią. Historią, którą będę wspominał w sposób co najmniej nadzwyczajny i z przekonaniem, że trzeba w siebie wierzyć, żeby osiągnąć coś, co wielu ludzi uważa za niewykonalne. Wyczyn jak dla mnie - na miarę Ironman'a, niecodzienny, niespotykany; 530km, z czego jakieś 250km w terenach górskich, często w pełnym słońcu z temperaturą powyżej 30-tu stopni.
Tutaj od razu dodaję link do kilku zdjęć z wyprawy, bo nie chce mi się wszystkich ładować na photobikestats :P
http://imageshack.us/g/1/10198014/
A było to tak:
Zbiórka ustalona w Żywcu w sobotę o godz. 7:00.
W piątek wziąłem urlop, żeby odpocząć przed tym tour'em. Zrobiłem zakupy, wszystko przygotowałem jak należy. Przed 21:00 poszedłem spać, chociaż planowałem to na ok. 19-tą, jakoś tak wyszło :>
2:00 - wstajemy! Niezbyt się wyspałem, trudno. Najwyżej zasnę gdzieś na rowerze, wpadnę do rowu i dokończę spanie :D Na śniadanie kasza.
By zdążyć na zbiórkę wg obliczeń NASA - musiałem wyjechać nie później, niż 3:30. Wyjechałem 3:25. Drogi mokre po nocnych opadach, temperatura ok. 14 stopni, ale jedzie się przyjemnie.
Przyjechałem do celu o 6:58 jakoś, pełna profeska :D Już 90km, a zarazem 20% założonego planu zrobione! Na rondzie prawie 15-stu uczestników. Parę minut po 7-mej wyjeżdżamy w stronę Słowacji. I już po kilku kilometrach zaczyna się podział na szybszych i wolniejszych... Trwało to przez całą wyprawę; nie ma co ukrywać, znacząco to popsuło założony obraz tego tour'u...
Na Słowacji jadę tylko z kilkoma osobami, trochę pobłądziliśmy, reszta grupy gdzieś odjechała, gdzieś czekali na nas. Tereny były płasko/pagórkowate, więc jechało się bez większego zmęczenia.
W stronę polskiej granicy jadę znów z kilkoma osobami ehh. Atmosfera na ten rozwój wydarzeń była już napięta, można rzec. Po przekroczeniu granicy wbijamy do przydrożnego sklepu. Spotykamy tam kilku, którzy nie bawili się w jazdę na czas i tak oto ostatecznie uformowała się nasza chyba 9-cio osobowa grupka ''spokojnego tempa'', która przetrwała do końca wyprawy :)
W Zakopanem zrobiliśmy sobie postój na obiad. A to mój załadowany sprzęt :>
Następnie wjeżdżamy na Gubałówkę i potem od razu na Ząb (całe szczęście, że nie od strony tego potwornego podjazdu :P Ale może zrobię tam osobny wypad, by sprawdzić jego potęgę hehe).
Następny cel: Krowiarki. Od południowej strony średnie nachylenie, więc jakoś sie nie zmęczyłem :)
Tam miałem już ok. 250km i co mnie bardzo dziwiło, mało oznak zmęczenia. Wtedy nachodziły mnie już myśli, że jeśli zrobię 450km i będą siły - to zrobię minimum 500. Czas pokaże.
Jako, że na szczycie było pełno much, to trzeba było się zwijać :D Na zjeździe niedaleko było orzeźwiające źródełko.
Potem to już tylko pozostał jeden mniejszy podjazd (Przysłop bodajże) i główna droga do Żywca. Było ok. 19-stej, słońce powoli zachodzące, temperatura do jazdy idealna.
W Żywcu decyduję się zrobić te min. 500km :) Dalej nie czułem jakiegoś doskwierającego zmęczenia hmmm... Nieistotne; kupuję 2 małe chlebki (które mają mi wystarczyć do niedzieli rana, po drodze nie będzie możliwości zakupów pieczywa) i serek, wodę oraz 2 czekolady. Tam też się żegnamy z grupą wracającą do Jaworzna.
Jeszcze przez kilka następnych kilometrów towarzyszy mi dwóch bikerów, później także się żegnamy. Dokładnie 223km przebyłem w towarzystwie, od zbiórki w Żywcu. Mając na liczniku 313km, zaczynam już samotną podróż, aż do rana... Cel: BB - Skoczów - Mikołów - Gliwice - Rybnik i dokręcanie, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Na przystanku przed BB robię postój, ubieram się cieplej, jem 1 chleb i serek. W międzyczasie pogadałem z trzema przechodzącymi gościami. Dwóch z nich robiło grilla, nawet dostałem na niego zaproszenie, jednak podziękowałem.
Ze Skoczowa, gdzie zrobiłem postój (ok. 22:45), Wiślanką jadę prosto do Mikołowa. Miałem nawet wysokie przełożenie, ale nawet tego nie czułem, jechało się wybornie! Droga praktycznie pusta. Nic, tylko jechać przed siebie :) Lecz w godzinach 23-1 miałem kryzys senny.. W Mikołowie robię kolejny postój na jedzenie i kupuję wodę. Kryzys senny jakoś przemija, ale już zaczyna się powoli zmęczenie i ból w kolanach, a gdzie tam dopiero 500km... Dodaję sobie otuchy poprzez wspominanie sobie tekstów z różnych filmików motywacyjnych. (np. te 2, co mam w głównym profilu).
''Chcesz osiągnąć coś niespotykanego? Bądź kimś niespotykanym!''
Jeden przykład z wielu.
Dojeżdżam do Rybnika i mam jakieś 450km, mam zamiar zrobić 530-540, żeby dobitnie podkreślić potęgę tej wyprawy! Nie mam wyboru - jadę do Rud i na Racibórz.
Z Raciborza obieram dłuższe odcinki, by jak najwięcej zrobić km'ów. Zaczyna powoli kropić deszcz, myślę: ''tego potrzebowałem''. Rzeczywiście - siły powróciły. Ale kropelki zamieniły się w mocne opady, które trwały góra jakieś pół godziny :/ Cały mokry ja, stan roweru - można się domyślić.
Deszcz ustaje, więc jadę. Mając 50m do 530km, wychodzi słońce :D Ale w końcu udało się!!! Dokręciłem pod domem ostatnie metry i zrobiłem pamiątkową fotkę :) Było kilka minut po 8-mej. Czyli całą samotną trasę (217km) pokonałem w jakieś 11-12h
Opalenizna ma :D śmiech jak najbardziej na miejscu hehe. Wyraz twarzy mówi wszystko...
To chyba na tyle :)
Dzięki wszystkim za fantastyczny trip!
Dlaczego w tytule ''ultimate test''? Planuję zrobić 600km na raz nad morze. Wychodzi na to, że jestem już w stanie :) Tylko nie wiem, czy przyczepka z podstawowym bagażem może znacznie wpłynąć na wydolność...
Co do jedzenia: pieczywo, by nie czuć głodu i słodycze dla energii. Poskutkowało :) No i oczywiście multum litrów wody.
Cod do samopoczucia: po przyjeździe najbardziej bolały mnie plecy, barki oraz kolana. Zmęczenie w mięśniach nóg poczułem na ostatnich 60-70km. 4 litery? Pierwsze odczuwalne problemy w usiedzeniu były po przejechaniu 10-15km bez wstania na Wiślance w drodze powrotnej (czyli dopiero gdzieś po 350-ciu km! ale to przez to, że w górach bardzo często na podjazdach, zjazdach nie siedziałem); jeśli bolało, to jechałem przez jakiś czas na stojąco i niewygoda się ''zerowała''.
Poszedłem spać jakoś o 9-tej i samoistnie obudziłem się po 4h snu... a myślałem, że będę spał dobre pół dnia. Ale kiedy piszę ten wpis, a jest właśnie 18:45, już mnie ostro znów zmula :>
Dobranoc.
Ps. 13 nowych gmin do kolekcji ^^
Tutaj od razu dodaję link do kilku zdjęć z wyprawy, bo nie chce mi się wszystkich ładować na photobikestats :P
http://imageshack.us/g/1/10198014/
A było to tak:
Zbiórka ustalona w Żywcu w sobotę o godz. 7:00.
W piątek wziąłem urlop, żeby odpocząć przed tym tour'em. Zrobiłem zakupy, wszystko przygotowałem jak należy. Przed 21:00 poszedłem spać, chociaż planowałem to na ok. 19-tą, jakoś tak wyszło :>
2:00 - wstajemy! Niezbyt się wyspałem, trudno. Najwyżej zasnę gdzieś na rowerze, wpadnę do rowu i dokończę spanie :D Na śniadanie kasza.

Babia na śniadanie xD© gustav
By zdążyć na zbiórkę wg obliczeń NASA - musiałem wyjechać nie później, niż 3:30. Wyjechałem 3:25. Drogi mokre po nocnych opadach, temperatura ok. 14 stopni, ale jedzie się przyjemnie.

Wschód słońca© gustav
Przyjechałem do celu o 6:58 jakoś, pełna profeska :D Już 90km, a zarazem 20% założonego planu zrobione! Na rondzie prawie 15-stu uczestników. Parę minut po 7-mej wyjeżdżamy w stronę Słowacji. I już po kilku kilometrach zaczyna się podział na szybszych i wolniejszych... Trwało to przez całą wyprawę; nie ma co ukrywać, znacząco to popsuło założony obraz tego tour'u...

Ekipa w pełnym składzie + pomidory :D© gustav
Na Słowacji jadę tylko z kilkoma osobami, trochę pobłądziliśmy, reszta grupy gdzieś odjechała, gdzieś czekali na nas. Tereny były płasko/pagórkowate, więc jechało się bez większego zmęczenia.

Gdzieś na Słowacji© gustav
W stronę polskiej granicy jadę znów z kilkoma osobami ehh. Atmosfera na ten rozwój wydarzeń była już napięta, można rzec. Po przekroczeniu granicy wbijamy do przydrożnego sklepu. Spotykamy tam kilku, którzy nie bawili się w jazdę na czas i tak oto ostatecznie uformowała się nasza chyba 9-cio osobowa grupka ''spokojnego tempa'', która przetrwała do końca wyprawy :)
W Zakopanem zrobiliśmy sobie postój na obiad. A to mój załadowany sprzęt :>

Haibike ''Globetrotter''© gustav
Następnie wjeżdżamy na Gubałówkę i potem od razu na Ząb (całe szczęście, że nie od strony tego potwornego podjazdu :P Ale może zrobię tam osobny wypad, by sprawdzić jego potęgę hehe).

Przed Gubałówką© gustav

Widok na Tatry© gustav
Następny cel: Krowiarki. Od południowej strony średnie nachylenie, więc jakoś sie nie zmęczyłem :)

Przełęcz Krowiarki© gustav
Tam miałem już ok. 250km i co mnie bardzo dziwiło, mało oznak zmęczenia. Wtedy nachodziły mnie już myśli, że jeśli zrobię 450km i będą siły - to zrobię minimum 500. Czas pokaże.
Jako, że na szczycie było pełno much, to trzeba było się zwijać :D Na zjeździe niedaleko było orzeźwiające źródełko.

Orzeźwiające źródełko - Krowiarki© gustav
Potem to już tylko pozostał jeden mniejszy podjazd (Przysłop bodajże) i główna droga do Żywca. Było ok. 19-stej, słońce powoli zachodzące, temperatura do jazdy idealna.
W Żywcu decyduję się zrobić te min. 500km :) Dalej nie czułem jakiegoś doskwierającego zmęczenia hmmm... Nieistotne; kupuję 2 małe chlebki (które mają mi wystarczyć do niedzieli rana, po drodze nie będzie możliwości zakupów pieczywa) i serek, wodę oraz 2 czekolady. Tam też się żegnamy z grupą wracającą do Jaworzna.
Jeszcze przez kilka następnych kilometrów towarzyszy mi dwóch bikerów, później także się żegnamy. Dokładnie 223km przebyłem w towarzystwie, od zbiórki w Żywcu. Mając na liczniku 313km, zaczynam już samotną podróż, aż do rana... Cel: BB - Skoczów - Mikołów - Gliwice - Rybnik i dokręcanie, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Na przystanku przed BB robię postój, ubieram się cieplej, jem 1 chleb i serek. W międzyczasie pogadałem z trzema przechodzącymi gościami. Dwóch z nich robiło grilla, nawet dostałem na niego zaproszenie, jednak podziękowałem.

Prowiant na 200km :D© gustav

Nocne w BB© gustav
Ze Skoczowa, gdzie zrobiłem postój (ok. 22:45), Wiślanką jadę prosto do Mikołowa. Miałem nawet wysokie przełożenie, ale nawet tego nie czułem, jechało się wybornie! Droga praktycznie pusta. Nic, tylko jechać przed siebie :) Lecz w godzinach 23-1 miałem kryzys senny.. W Mikołowie robię kolejny postój na jedzenie i kupuję wodę. Kryzys senny jakoś przemija, ale już zaczyna się powoli zmęczenie i ból w kolanach, a gdzie tam dopiero 500km... Dodaję sobie otuchy poprzez wspominanie sobie tekstów z różnych filmików motywacyjnych. (np. te 2, co mam w głównym profilu).
''Chcesz osiągnąć coś niespotykanego? Bądź kimś niespotykanym!''
Jeden przykład z wielu.

Węzeł Sośnica© gustav
Dojeżdżam do Rybnika i mam jakieś 450km, mam zamiar zrobić 530-540, żeby dobitnie podkreślić potęgę tej wyprawy! Nie mam wyboru - jadę do Rud i na Racibórz.

Wschód słońca kolejnego dnia© gustav
Z Raciborza obieram dłuższe odcinki, by jak najwięcej zrobić km'ów. Zaczyna powoli kropić deszcz, myślę: ''tego potrzebowałem''. Rzeczywiście - siły powróciły. Ale kropelki zamieniły się w mocne opady, które trwały góra jakieś pół godziny :/ Cały mokry ja, stan roweru - można się domyślić.

Pogoda jest cool!© gustav

Rzeczka normalnie© gustav
Deszcz ustaje, więc jadę. Mając 50m do 530km, wychodzi słońce :D Ale w końcu udało się!!! Dokręciłem pod domem ostatnie metry i zrobiłem pamiątkową fotkę :) Było kilka minut po 8-mej. Czyli całą samotną trasę (217km) pokonałem w jakieś 11-12h

Cel osiągnięty!© gustav
Opalenizna ma :D śmiech jak najbardziej na miejscu hehe. Wyraz twarzy mówi wszystko...

Nieuniknione stało się faktem© gustav
To chyba na tyle :)
Dzięki wszystkim za fantastyczny trip!
Dlaczego w tytule ''ultimate test''? Planuję zrobić 600km na raz nad morze. Wychodzi na to, że jestem już w stanie :) Tylko nie wiem, czy przyczepka z podstawowym bagażem może znacznie wpłynąć na wydolność...
Co do jedzenia: pieczywo, by nie czuć głodu i słodycze dla energii. Poskutkowało :) No i oczywiście multum litrów wody.
Cod do samopoczucia: po przyjeździe najbardziej bolały mnie plecy, barki oraz kolana. Zmęczenie w mięśniach nóg poczułem na ostatnich 60-70km. 4 litery? Pierwsze odczuwalne problemy w usiedzeniu były po przejechaniu 10-15km bez wstania na Wiślance w drodze powrotnej (czyli dopiero gdzieś po 350-ciu km! ale to przez to, że w górach bardzo często na podjazdach, zjazdach nie siedziałem); jeśli bolało, to jechałem przez jakiś czas na stojąco i niewygoda się ''zerowała''.
Poszedłem spać jakoś o 9-tej i samoistnie obudziłem się po 4h snu... a myślałem, że będę spał dobre pół dnia. Ale kiedy piszę ten wpis, a jest właśnie 18:45, już mnie ostro znów zmula :>
Dobranoc.
Ps. 13 nowych gmin do kolekcji ^^
komentarze
Blog motywacyjny. Czasem tu sobie zajrzę i poczytam:) Szacunek.
Skowronek - 20:57 piątek, 21 czerwca 2013 | linkuj
Skowronek - 20:57 piątek, 21 czerwca 2013 | linkuj
Teraz stajesz się motywacja dla innych.
Gratulacje dystansu i przede wszystkim wytrwałości. kraszak - 20:18 środa, 19 czerwca 2013 | linkuj
Gratulacje dystansu i przede wszystkim wytrwałości. kraszak - 20:18 środa, 19 czerwca 2013 | linkuj
Gatki!-fajnie było poznać:)
Na fotce wyglądasz jakbyś z grilla spadł hehe funio - 19:56 poniedziałek, 17 czerwca 2013 | linkuj
Na fotce wyglądasz jakbyś z grilla spadł hehe funio - 19:56 poniedziałek, 17 czerwca 2013 | linkuj
gratulacje
super dystans, ja robię tyle w dwa miesiące :) szok i respekt
pozro adsso - 07:49 poniedziałek, 17 czerwca 2013 | linkuj
super dystans, ja robię tyle w dwa miesiące :) szok i respekt
pozro adsso - 07:49 poniedziałek, 17 czerwca 2013 | linkuj
Gratuluje i powodzenia w dalszej realizacji celów. Ten ultrakolarz co nas mijał z busem Airbike to pikuś przy tobie!!! Zapisz się na Bałtyk- Karkonosze czy Race across America, przy twoim skromnym podejściu sponsorzy się znajdą.
Gość - 06:31 poniedziałek, 17 czerwca 2013 | linkuj
Kaski z głów. Twój chleb to jak bułka z bananem dla Małysza :)
piaseq - 21:39 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
Gratulacje! miało być "tylko" 500 a tu nawet 530 wpadło ;) Powodzenia z 600 :)
koval - 21:31 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
Pozazdrościć wytrzymałości, motywacji ... Gratulacje!
Gość - 20:36 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
Niesamowite, jestem pod ogromnym wrażeniem :) Ja w domu już miałem dosyć.
majorus - 20:05 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
Co tu rzec?? Chyba reszta już wszystko powiedziała!!! To powiele: WIELKI SZACUN!!!!
jakubiszon - 20:04 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
no tak mistrz jest tylko jeden :) gustav moge tylko żałowac ze nie było mnie tam z tobą, gratulacje !
manin8 - 19:42 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
Niesamowite. Mnie by się już nie chciało. Gratulacje
daniel3ttt - 19:34 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
Bardzo ładnie. Gratulacje. Też się wybieram rowerowo nad morze, ale ja mam bliżej :)
A co do tanlajnów na nogach to jest to powód do dumy, a nie do śmiechu. Tanlajn odzwierciedla Twoje zaangażowanie w trening :) bestiaheniu - 19:23 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
A co do tanlajnów na nogach to jest to powód do dumy, a nie do śmiechu. Tanlajn odzwierciedla Twoje zaangażowanie w trening :) bestiaheniu - 19:23 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
Duży szacun za to! Never Give Up do Ciebie idealnie pasuje.
Koniu - 18:34 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
Masakra. Jestes niesamowity. Pelen podziw za dystans i wytrwanie :-)
webit - 18:11 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
A godołek jedż pociągiem z Żywca , a Ty nie,nie,nie , trzeba walczyc :) Wielkie gratki !!!!!!!!!!!!!
Janusz507 - 18:08 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
Ha, mistrz! Zagiął wszystkich z nas po kolei ;) Ale z drugiej strony po takim śniadaniu :D Pobiłeś mój makaron :D Ogromne gratulacje!!!
k4r3l - 18:03 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
ogromny szacunek! Gdy widziałem w Międzybrodziu jak pakujesz te 2 chleby i jeden skromny mały serek to trochę stukałem się po głowie..jednak zrobiłeś swoje, super sprawa!:)
piofci - 17:42 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
Gratulacje dystansu i udanej wycieczki! Szacun :-)
WrocNam - 17:26 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
Motywujące to filmiki :) widać że podziałały na Cb
tlenek - 17:25 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
Tour de Babia to niecała połowa twojej trasy!. Gratulacje za wytrwałość i dążenie do celu.
tlenek - 17:22 niedziela, 16 czerwca 2013 | linkuj
Komentuj